wtorek, 29 stycznia 2013

Projekt część 2 - the days (not) to forget

STAROŻYTNOŚĆ - C.D.

Przejdźmy do rozdziału w mym życiu, który nazywał się
3 KLASA PODSTAWÓWKI.

Zwykle składało się tak, że tym, co mi się podobało, dzieliłam się z kimś innym (do czasu, ale to już inna kwestia). Nie pamiętam jak dokładnie, ale jakimś cudem, zafascynował mnie koncert Piotra Rubika "Tu Es Petrus". Dlaczego mi się tak podobał?
Ładne teksty, związane z tym, co było na religii. Słuchając tej płyty kilka dni temu uświadomiłam sobie, że wielu rzeczy wtedy, mając jakieś 9 lat, nie rozumiałam, jednak książeczka z tekstami z płyty jest tak powycierana, że ledwo da się ją z powrotem umieścić w oprawce. ;)
Genialne wykonanie.
Aśka W., z którą tego słuchałam i śpiewałam "Niech mówią, że to nie jest miłość" na jakimś tam konkursie, na przerwie, w autokarze jadącym na pielgrzymkę. Stare, dobre czasy, kiedy niczego nie byłam świadoma (no ale miały nadejść lepsze ^-^ ).
No i przede wszystkim - Jan Paweł II. Jego chyba każdy lubił. Bo On był naprawdę zajebistym człowiekiem, zawsze czułam, że w jakiś sposób jest mi bliski, może rzeczywiście tak jest, może łączy nas pragnienie pokoju i miłości na świecie? Z pewnością jednak pewną rolę gra tu data urodzenia - 18 maja - i ja, i On. Takie tam, sentymenty. :')
Płyta z tego koncertu jest naprawdę fenomenalnie nagrana, słychać doskonale wszystkie instrumenty. A te utwory przypominają mi te wszystkie fajne zdarzenia. Wciąż mi się podobają.

Zważywszy na to, że w 3 klasie nie bardzo fascynowałam się muzyką, nie bardzo jest tu o czym opowiadać. Przejdźmy więc do KLASY 4.

Chciało się być niegrzeczną dzieffczynką, oj chciało się.
Łatwo jest więc się domyślić, co latało mi w głowie całymi dniami właśnie w tym okresie. Tak, zgadza się - Hana Śmietana. [sic!]
Mój Boże, co za czasy!
Słuchałam jej w dużej mierze z powodu presji otoczenia.
Film mi się podobał, serial po pewnym czasie przestał. Ale i tak lepsze to, niż inne głupoty, które TERAZ lecą na Disnej Czanel.
Hannah - średnio ambitna muzyka, bardziej do potańczenia. Teksty tak samo. No może nie licząc niektórych piosenek z filmu.
Ale jednak coś jej zawdzięczam i za coś muszę podziękować. Dzięki niej odkryłam, że umiem i lubię śpiewać. Więc mówię: dzięki.
Nagrania live z 2008 roku nie bardzo różnią się od studyjnych, więc technicznie jest spoko. Nie nienawidzę jej jakoś bardzo. Po prostu, to już koniec.

I to byłby już koniec tych wszystkich dziwactw - Rubików, Hann, okaryny i kołysanek. Przechodzimy do muzyki częściej opisywanej przez mnie na blogu (z wyjątkiem jednego zboczenia w 6 klasie...).
Może Was dziwić, to, że przyznałam się do moich upodobań z tej częsci dzieciństwa. Nie żałuję, to wszystko coś mi dało, choćby pozytywne emocje. Mam szacunek do przeszłości, także swojej, choć bywała wstydliwa. I nie wstydzę się powiedzieć: tak, słuchałam kiedyś Hanny Montany.

I oto nastąpił koniec starożytności.

4 komentarze:

  1. No dobra, przyznam się- też słuchałam Hanny Montany -.- Było fajnie ale tylko jak było się małym. Niestety wszyscy to zapamiętali i do tej pory miewam przykre sytuacje z tego powodu, ale cóż żyje się dalej. ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ust mi to wyjęłaś:D
    Haha, jakby ktoś mi za czasów gówniano-popowej podstawówki powiedział, że będę słuchać artystów grających rock i metal, przewróciłabym się ze śmiechu XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do spis-blog spisu wszystkich blogow

    http://spis-blog.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń